Dom Opieki Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Świętego Karola Boromeusza

PORA POMYŚLEĆ O ŚMIERCI - ROZMOWA Z SIOSTRĄ FABIANĄ IZYDORCZYK


Unikamy tego tematu... odsuwamy na bok... udajemy, że nas nie dotyczy... Śmierć. Rozmowy o niej odkładamy na kiedyś, jeszcze nie na teraz... bo a nuż wywołamy ją przed szereg. A my chcemy żyć, i nie myśleć o tym, co budzi lęk, powoduje niepokój, karze przewartościować życie. Bo dobrze jest, jak jest i niech tak zostanie. A przecież nie można zepchnąć śmierci za szpitalny parawan, pogrzebać jej na cmentarzu, zamknąć w murach hospicjum i w miejscach, gdzie trwają choroba i starość.

Śmierć... każdy dzień od dnia narodzin zbliża nas do niej. Dlaczego więc tak mało o niej rozmawiamy? Dlaczego mając tyle czasu przed sobą nie uczymy się dobrego umierania? Czy to nie śmierć uczy nas, jak żyć?

O śmierci rozmawiamy z Siostrą Fabianą Izydorczyk, która kieruje Domem Opieki „u Boromeuszek” i Zakładem Opiekuńczo Leczniczym w Cieszynie.

Paraliżuje, przeraża, budzi grozę...

Śmierć nie może być czymś złym, choćby z tej prostej przyczyny, że wszystko, co stworzył Pan Bóg było dobre... Tak Pan Bóg zaplanował nasze życie, że wszystkie jego etapy od poczęcia, poprzez urodzenie, dzieciństwo, młodość... po wiek dojrzały, prowadzą nas do starości, a ostatecznie do śmierci. Śmierć to ostatni akt życia człowieka. Przeraża nas, boimy się jej, ponieważ... jej nie rozumiemy. A nie rozumiemy, bo bardziej zajęci jesteśmy tym, co sprawia nam przyjemność, budzi naszą radość, zadowolenie... zajęci jesteśmy tym, co nam się podoba i dobrze nam się kojarzy.

Boimy się śmierci, unikamy o niej myślenia, ale i tak w końcu się z nią spotykamy. Czy nie lepiej być przygotowanym na to spotkanie?

Dzisiaj szczególnie boimy się śmierci. To wina współczesnej kultury... kultury ukierunkowanej na ludzi pięknych, młodych... ludzi sukcesu, którzy wspaniale radzą sobie w życiu. Starość? Nie chcemy jej... bo często jest nam ona ukazywana w bardzo negatywnym świetle. Smutnym, szarym... jako wiekowa staruszka, z mnóstwem zmarszczek i tęsknym wzrokiem..., która patrzy przez okno w smutną jesień i czeka na kogoś, kto nie przyjdzie. Kto chciałyby takiej starości? Współczesny człowiek nie chce takiej starości i nie dopuszcza do siebie myśli o przemijaniu i śmierci. Jednak dla ludzi wierzących śmierć jest powrotem do domu Ojca, nic więc piękniejszego nie może nam się zdarzyć... Św. Paweł mówi: "Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują". Jeśli więc spojrzymy na śmierć z perspektywy wiary, to nigdy nie będzie ona dla nas czymś strasznym i przerażającym. Najgorszym dla człowieka i tego powinniśmy się bać, jest utrata możliwości życia wiecznego z Bogiem. Sama śmierć jeśli jest bramą do Nieba nigdy nie może być zła.

Niedawno przeczytałam w jednej z książek takie stwierdzenie „W ciągu ostatnich stu lat śmierć staje się coraz bardziej bezosobowa. W przeszłości o niedomagających troszczyły się ich własne rodziny. Kiedy umarli, te same rodziny myły i ubierały ciała. Przyjaciele przybywali, aby pocieszyć krewnych w ich domach, a ciała zmarłych często składano na spoczynek w obrębie posiadłości. Istniał kontakt z ciałem i człowiekiem w tym ciele, trwający od narodzin aż do śmierci, a nawet potem. Obecnie umieramy w szpitalach, niekiedy w hospicjach, ale rzadko w domach. Obcy zabierają ciało drogich nam osób i odwożą je. Nie widzimy ich aż do pogrzebu albo już wcale...” Czy to kolejny dowód na to, że odsuwamy od siebie myśl o śmierci i wciąż jest ona w naszych rodzinach tematem tabu?

W wielopokoleniowych rodzinach dzieci często były świadkami śmierci najbliższych im osób. Skoro były choroby, to i śmierć traktowano jak naturalną kolej rzeczy. Przyjmowano taką rzeczywistość, bo to z nią obcowano na co dzień. Była wszechobecna, ludzie uczestniczyli w umieraniu, więc był to dla nich naturalny proces. Mawiano „Pan Bóg dał, Pan Bóg zabrał”... Dzisiejszy świat zmienił wiele w kwestii odchodzenia ludzi i ich podejścia do śmierci. Rozwinięta służba zdrowia, stara się za wszelką cenę przedłużać w nieskończoność stan... schorowanej starości. Od śmierci staramy się izolować, izolując szczelnie również nasze dzieci. Czego efektem jest lęk przed umieraniem... A przecież do śmierci należy się przygotować i to znacznie wcześniej. W domach, gdzie dorastają dzieci powinno mówić się o śmierci w sposób naturalny. Czyniąc naturalnym... odejście babci i dziadka. Towarzysząc umierającym, żegnając ich oraz modląc się za nich... Trzeba tylko zadbać o to, by informacja, która trafia do dziecka była odpowiednio dostosowana. Możemy być pewni, że dzieci potrafią się w takich momentach odnaleźć lepiej, niż my, ludzie dorośli. Rozwijając nadal w dorosłym życiu tę myśl o śmiertelności każdego człowieka, możemy być pewni, że nie zaskoczy nas nasza własna śmierć.

Choroba, wypadek... czasami śmierć przychodzi za wcześnie i tak po ludzku, w sercu, budzi się pytanie – dlaczego Bóg na to pozwolił?

To dylemat wielu ludzi, często nawet tych wierzących. Ale to też ogromna próba wiary i egzamin przed którym stajemy. Ogromny ból po stracie ukochanej osoby sprawia, że nasze spojrzenie – spojrzenie człowieka głęboko wierzącego jest bardzo zawężone. Widzimy to, co tu i teraz. Widzimy swoją rozpacz, bezsilność, bezsens sytuacji... Jednak czas pozwala nam spojrzeć na wszystko z zupełnie innej perspektywy. Dostrzegamy Pana Boga, który czuwa nad całością, czasami w ten bolesny sposób próbuje ochronić nas przed jeszcze większym nieszczęściem. Przed utratą zbawienia, bo to największa z ludzkich tragedii. Nigdy nie wiemy, jak bardzo jest nam potrzebny ciężar, który dzisiaj nas przygniata do ziemi - do tego, by stać się naszym kołem ratunkowym jutro... Śmierć bliskiej osoby ma jeszcze jeden wymiar – uświadamia nam to, czego często wcześniej sobie nie uświadamialiśmy – ile dla nas znaczyła...

Tak, więc „śpieszmy się kochać ludzi...”, śpieszmy się rozmawiać, trwać, być, towarzyszyć, dostrzegać, zauważać, wyjaśniać, odkrywać... A naszą rozmowę zakończmy słowami: "Dla mnie bowiem żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk." / Flp 1,21/

„Mój syn umiera i bardzo cierpi,
wyszeptała matka...
Po chwili dodała,
czy to jest sprawiedliwe?

Gdzie jest ten dobry Bóg,
o którym ksiądz tyle mówi?
- jest w tobie i twoim synu,
padła odpowiedź.

- Co więc dla niego robi?
Uczynił wszystko, co jest w Jego mocy.
W tej chwili z nim umiera...

Kto z nas ludzi to zrobi...?
(z książki „Bóg tak nie chciał” ks. Lucjan Szczepaniak SCJ)