Dom Zakonny Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Świętego Karola Boromeusza

Siostra Aniela Szmuk


Postać znana w Cieszynie każdemu, kogo dotknęła choroba bliskiej osoby, kto musiał się zmierzyć ze starością rodziców, czy dziadków, kto w swoim strapieniu szukał pomocy… Siostra Aniela Szmuk – boromeuszka1, siostra miłosierdzia.

Siostra Aniela – Amalia Agata Szmuk przyszła na świat 9 czerwca 1912 roku w Moszczenicy w powiecie wodzisławskim. Ojciec Stanisław był rolnikiem, matka Berta z domu Ranoszek zajmowała się domem i wychowaniem dzieci.

Cennych wiadomości o domu rodzinnym i pochodzeniu dostarcza wspomnienie krewnego Siostry Anieli, księdza Józefa Pawliczka:

„W kronice szkoły w Moszczenicy Śląskiej - obecnie jest to Szkoła Podstawowa nr 16 im. Prof. Rudolfa Ranoszka w Jastrzębiu Zdroju, gdyż Moszczenica jest teraz dzielnicą Jastrzębia Zdroju - na pierwszej stronie jest zapis, że Jan Szmuk (Johann Schmuk), urodzony w Gruszowie obok Morawskiej Ostrawy (obecnie Hrušov, dzielnica tego miasta), właściciel młyna i gospodarstwa rolnego, który w latach 1814-1833 był wójtem Moszczenicy, udostępnił w swoim domu jedną izbę dla nauki szkolnej dzieci.

Jan był praprzodkiem siostry Anieli, a dom ten był też jej domem rodzinnym i stoi do dziś przy ulicy prof. Rudolfa Ranoszka w Jastrzębiu Zdroju. Dziadek siostry Anieli, również Jan, wybudował w roku 1894, z własnych funduszy, probostwo w Moszczenicy. W roku 1916 napisał, po polsku, list do biskupa wrocławskiego z prośbą o przysłanie do Moszczenicy stałego duszpasterza.

Rodzicami siostry Anieli - Amalii (nazywali ją Malka) byli Stanisław Szmuk i Berta z domu Ranoszek. Była to wielodzietna rodzina. Braćmi matki byli prof. Rudolf , hetytolog i ks. dr Karol (ukończył słynne gimnazjum jezuitów w Chyrowie, wyświęcony w roku 1907), najpierw należał do zakonu jezuitów, a potem był kapłanem diecezji katowickiej. Rodzeństwo matki było liczne.

Brat siostry Anieli, diakon Paschalis Wiktor OFM zginął, jako sanitariusz, na wojnie. Już był zakupiony ornat na jego prymicje. Potem rodzice podarowali ten ornat do kościoła w Moszczenicy. Był to pierwszy w tym kościele ornat „gotycki” – taki, jak teraz powszechnie są używane.”

Atmosfera głębokiej religijności i wiedzy, w jakiej wzrastała mała Malka, tworzyła odpowiedni klimat wychowania dzieci i wyznaczała ich drogi na przyszłość. Trudno się zatem dziwić, że rodzice, skoro dostrzegli w swojej córce łatwość przyswajania wiedzy i zdolności, potrzebne do dalszej edukacji, po ukończeniu przez nią czteroletniej Szkoły Wydziałowej w Moszczenicy posłali ją do Gimnazjum Sióstr Urszulanek w Rybniku. Nie dziwi też, że w młodej dziewczynie zrodziło się powołanie do życia zakonnego. Z cała pewnością decyzja córki została z radością przyjęta przez rodziców.

Tak więc 1 września 1927 roku, piętnastoletnia Amalia Szmuk przekroczyła progi Domu Prowincjalnego prowincji polskiej Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Świętego Karola Boromeusza w Cieszynie. Od razu przełożeni wysłali nową kandydatkę do kolejnej szkoły. Amalia pojechała do Łańcuta, gdzie podjęła naukę w Seminarium Nauczycielskim prowadzonym przez siostry boromeuszki. Po jego ukończeniu, w 1929 roku wróciła na Śląsk, do Mikołowa, gdzie uczyła w gimnazjum, aż do roku 1933.

Tymczasem w Zgromadzeniu Sióstr Boromeuszek nastąpiła ważna zmiana. Przełożona Prowincjalna Matka Filotea Pełka, poprzez radę generalną Zgromadzenia w Trzebnicy2 zwróciła się w 1930 roku do Stolicy Apostolskiej o zgodę na przeniesienie domu prowincjalnego z Cieszyna do Rybnika, co nastąpiło na początku września 1931 roku3. Ceremonia obłóczyn Amalii Szmuk odbyła się więc już w Rybniku 5 sierpnia 1933 roku, podczas której nadano jej imię zakonne: siostra Maria Aniela. Następnie przełożeni wysłali siostrę do Lwowa4, gdzie podjęła studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza na Wydziale Humanistycznym5. Podczas wakacji, 24 sierpnia 1935 roku siostra Aniela złożyła pierwsze śluby zakonne - na trzy lata. Miało to miejsce w domu prowincjalnym w Rybniku, po uprzednim przygotowaniu.

Nauka przychodziła siostrze Anieli łatwo. Świadczą o tym wyniki końcowych egzaminów, gdzie oceny są bardzo dobre i dobre. W odpisie Dyplomu czytamy „przedstawiła z wynikiem bardzo dobrym pracę magisterską na temat ‘Pedagogika Herbarta i jej odgłosy w Polsce’. Wobec tego Rada Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie na wniosek Komisji Egzaminacyjnej nadaje S. Amalii Agacie Szmukównie stopień Magistra Filozofii, jako Dowód Zakończenia Studiów Wyższych w Zakresie Pedagogiki. We Lwowie, dnia 28 czerwca 1938 r.” Jako Przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej jest podpisany Roman Ingarden. Po ukończeniu studiów, 24 sierpnia 1938 roku siostra Aniela złożyła w domu prowincjalnym w Rybniku wieczystą profesję. Tym samym zakończyła swoją podstawową formację zakonną.

Wybuch II wojny światowej pokrzyżował jej drogę życiową. Pomimo przygotowania do pracy pedagogicznej nigdy nie była nauczycielką. Wykorzystano jednak jej znajomość języka niemieckiego i kiedy w domu sióstr boromeuszek w Łańcucie osiedlił się sztab niemiecki, pracowała tam jako pomoc biurowa w charakterze tłumacza przy wojsku niemieckim. W 1943 roku, po wkroczeniu wojsk radzieckich musiała natychmiast opuścić Łańcut. Wyjechała wtedy do domu generalnego6 w Rybniku, gdzie posługiwała chorym jako przyuczona pielęgniarka. Następnie, już po zakończeniu wojny, przez jeden rok, pełniła posługę zakrystianki u ojców Kamilianów w Tarnowskich Górach.

Historia lubi płatać figle, ale to Bóg jest Panem wszystkich czasów i to On umie przeprowadzać swoje plany, nawet na najbardziej zawiłych ludzkich drogach. Tak było w przypadku Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek. Usamodzielnienie, czyli oddzielenie polskiej prowincji w Rybniku (Polska) od domu generalnego w Trzebnicy (Niemcy), było, poza innymi ważnymi względami, koniecznością polityczną. Podział nastąpił według przynależności narodowej, na podstawie przeprowadzonego referendum. Decyzja zapadła 3 czerwca 1939 roku, tuż przed wybuchem II wojny światowej, w ramach ówczesnych granic państwowych. Kiedy po wojnie przesunięto granicę zachodnią, Trzebnica, gdzie wszystkie siostry posługiwały się językiem niemieckim, znalazła się w granicach Polski. W trudnej sytuacji braku porozumienia i niemożności normalnego funkcjonowania, przyszły z pomocą niemieckim siostrom, siostry z domu generalnego w Mikołowie7. Do Trzebnicy pojechało około 30 polskich sióstr, posługujących się biegle językiem niemieckim. Wśród nich była także siostra Aniela. Tak wspomina ten okres siostra Kajetana Danielczyk, boromeuszka. „Z siostrą Anielą pierwszy raz spotkałam się w Trzebnicy, było to w roku 1948. Pracowała tam w administracji Domu Generalnego Sióstr Boromeuszek. Równocześnie udzielała lekcji języka polskiego tym siostrom, które nie wyjechały do Niemiec. Siostry opowiadały o niej, że zna lepiej język niemiecki, niż one (Niemki), poza tym, była tam bardzo ceniona. Ponownie spotkałyśmy się w Cieszynie, gdzie siostra Aniela przejęła kierownictwo w Domu Opieki, który mieścił się w naszym klasztorze”.

Po skończonej misji „ratowania” Trzebnicy 1 sierpnia 1948 roku siostra Aniela została skierowana do ratowania, czyli budowania na nowo Cieszyna. Do czasu wojny, do 1939 roku Dom Sióstr Boromeuszek w Cieszynie kojarzył się jednoznacznie z kształceniem i wychowaniem dziewcząt. Lata okupacji przerwały tę działalność8. Zaraz po zajęciu Cieszyna władze niemieckie zakazały prowadzenia polskich szkół na terenie Śląska Cieszyńskiego, który wkrótce został włączony do Trzeciej Rzeszy. Oznaczało to także likwidację pensjonatu i internatu. W styczniu 1940 roku władze okupacyjne oddały budynki szkolne klasztoru boromeuszek niemieckim przesiedleńcom z Wołynia i Basarabii. Niemiecki dowódca obozu dla przesiedleńców w Cieszynie nienawidził sióstr, które nazywał „czarnymi wronami”. Starał się całkowicie usunąć je z klasztoru i przenieść do budynku należącego do parafii ewangelickiej. Jednak sprzeciwił się temu, w porozumieniu z siostrami, pastor Jeż. On też doradził boromeuszkom, aby zajęły się opieką nad starcami. W ten sposób już w 1940 roku, w głównym budynku pod wezwaniem „Królowa Aniołów9” od Górnego Rynku, powstał prywatny dom starców sióstr boromeuszek. Przybycie do Cieszyna siostry Anieli rozpoczęło nową epokę w historii cieszyńskiego domu. Miejsce to przy Górnym Rynku, tętniące dotąd życiem i młodością, gdzie przez 62 lata wzrastały pod czujnym okiem sióstr boromeuszek nowe pokolenia dziewcząt, będzie się teraz kojarzyć ze schyłkiem życia, chorobą, starością i śmiercią.

Siostra Aniela w chwili obejmowania nowego urzędu miała 36 lat. Była więc osobą młodą, bardzo pogodną i energiczną, a są to cechy niezmiernie potrzebne, gdy się ma do czynienia z ludźmi chorymi i cierpiącymi. Wniosła w swoje środowiska wiele radości. Miała wielką łatwość nawiązywania kontaktu z ludźmi. Zabrała się zatem do pracy z właściwą sobie energią i entuzjazmem, licząc na Bożą pomoc. A zadanie było trudne i przyszło je pełnić w niezwykle trudnym czasie.

W 1948 roku Dom Opieki, którym kierowała siostra Aniela liczył 160 łóżek. Wyniki lustracji, przeprowadzonej w 1949 roku przez Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej, zadecydowały o przekształceniu dotychczasowego Domu Opieki w Zakład Specjalny dla Nieuleczalnie Chorych. W miarę umacniania się władzy komunistycznej w Polsce sytuacja polityczna pogarszała się coraz bardziej, a tym samym coraz trudniejsza stawała się praca sióstr zakonnych. W 1950 roku władze państwowe rozwiązały wszystkie organizacje i stowarzyszenia religijne. Ten tragiczny los spotkał także kościelną organizację charytatywną „Caritas”. W jej miejsce utworzono polityczny związek Zrzeszenie Katolików „Caritas”, nie mający nic wspólnego z Kościołem. Nie tylko bezprawnie przywłaszczyło ono kościelną nazwę, ale też podporządkowało sobie wszystkie dzieła miłosierdzia prowadzone przez zakony, zagarniając jednocześnie ich majątek.

Tymczasem placówka sióstr boromeuszek powiększała się z każdym dniem i zapewnienie jej stałego źródła finansowania było wielką troską siostry dyrektor. Nie bacząc na niepewną, wręcz wrogą sytuację polityczną, kierując się własną intuicją, siostra Aniela podpisała umowę ze Zrzeszeniem Katolików „Caritas”. Decyzja ta była iście pionierska i wyprzedziła znacznie decyzję przełożonych o podpisaniu podobnych umów przez inne Zakłady. Niemniej, jak miało się później okazać, ta forma współpracy ze Zrzeszeniem Katolików „Caritas” funkcjonowała w całej Polsce aż do 1989 roku, czyli do momentu rozwiązania organizacji. To zdecydowane działanie siostry Anieli zażegnało również niebezpieczeństwo utraty przez siostry tak okazałych budynków, istniała obawa, że zostaną przejęte przez państwo i wykorzystane na inne cele. Nie jest wykluczone, że siostra Aniela coś o tym wiedziała i stąd ten pośpiech. Po zapewnieniu względnej stabilizacji prawnej i tym samym finansowej Zakładu, trzeba było powiększać lokum. 1 marca 1954 roku liczba łóżek wynosiła 250, ale już 22 października tego samego roku na żądanie centralnych władz ‘Caritasu” została zwiększona do 500. Miejsce na tak dużą ilość łóżek znaleziono w budynku dawnego seminarium, gdzie po wojnie mieściła się szkoła gospodarstwa domowego, która właśnie musiała zaprzestać działalności. Siostra Kajetana Danielczyk tak wspomina ten okres: „Po zlikwidowaniu Szkoły Gospodarczej siostra Aniela podjęła się przenoszenia chorych do jej pomieszczeń. Była wrażliwa na warunki, w jakich przewożono chorych z innych zakładów. Kiedy ci chorzy umierali w następnym dniu, interweniowała do tych zakładów o bardziej humanitarne warunki, mówiła, że w takim stanie chorych się nie przewozi”.

Tak duża ilość chorych nie utrzymała się zbyt długo. Począwszy od 1958 zaczęto zmniejszać ilość łóżek, tak że w 1962 było ich już „tylko” 420 i tyle pozostało, z małymi wahaniami do 1972 roku. W 1964 roku po raz trzeci dokonano zmiany nazwy na Dom Specjalny dla Dorosłych „Caritas”, a także tradycyjna nazwa Górny Rynek została zmieniona na Plac Inwalidów Wojennych. W latach siedemdziesiątych nastąpiła kolejna zmiana nazwy zakładu na Dom Pomocy Społecznej dla Dorosłych „Caritas”. W tym czasie znajdowało tu swoje miejsce 400 chorych i samotnych. W 1989 liczba miejsc została zmniejszona do 300.

Siostra Aniela przez wszystko, co czyniła, próbowała w kierowanym przez siebie domu, niezależnie od aktualnej nazwy, stworzyć bezpieczną przystań dla wszystkich potrzebujących. Znajdowali tu dom rodzinny ludzie samotni oraz przewlekle i obłożnie chorzy. Otrzymywali w nim stałą i pełną opiekę lekarską10 i pielęgniarską, a także całkowite utrzymanie. Ze szczególną troską starała się siostra dyrektor o zaspokojenie potrzeb duchowych i kulturalnych. Podopieczni regularnie uczęszczali na Mszę świętą i nabożeństwa do zakonnej kaplicy, korzystali z sakramentów świętych. Ci, którzy pozostawali w pokojach na swoich łóżkach mogli korzystać poprzez radiowęzeł11 z nabożeństw odprawianych w kaplicy. Organizowano dla chorych audycje lokalne – było to czytanie książek lub koncerty życzeń12. Do dyspozycji pensjonariuszy była również biblioteka.

Rytm życia w zakładzie wyznaczały nie tylko pory roku, ale także kalendarz liturgiczny. Koncentrowało się ono wokół świąt kościelnych, szczególnie uroczyście celebrowanych. Najbardziej domowe i ciepłe są święta Bożego Narodzenia, dlatego siostra Aniela mobilizowała siostry i personel, aby święty Mikołaj przyszedł do wszystkich chorych osobiście i aby na oddziałach był świąteczny wystrój. Dzień Wigilii był zawsze bardzo wzruszający. Ustalił się pewien rytuał. Tego dnia po południu cała świta złożona z lekarzy i sióstr, na czele z siostrą dyrektor Anielą, udawała się na oddziały i przechodząc z sali do sali, podchodzili do każdego, łamali się opłatkiem i składali życzenia. Śpiew kolęd mieszał się ze łzami wzruszenia. Dla pracowników zamiejscowych, którzy pracowali w Święta, organizowana była wspólna Wigilia, w której brała udział siostra dyrektor Aniela; każdy dostawał drobny upominek.

Ważnym wydarzeniem w życiu zakładu, a tym samym wielką troską siostry Anieli, był organizowany w lipcu z wielkim rozmachem, Dzień Chorego. Tak wspomina to Święto Helena Wiśniewska, pracująca do dziś w administracji zakładu: „Od rana w tym dniu panował wielki ruch. Przychodzili bracia bonifratrzy, pomagali na noszach i krzesłach znosić chorych na dziedziniec Zakładu. Podwórko zapełnione było chorymi na łóżkach, wózkach i krzesłach, bo odbywała się tam Msza Święta. Gromadzili się nie tylko chorzy, ale i ich rodziny, znajomi, a także personel. Po Mszy Świętej był obiad, a po obiedzie przychodziła orkiestra dęta z Celmy i zaczynała się zabawa, która trwała do późnego popołudnia”.

Oprócz świąt i uroczystości kalendarz zawiera także dni powszednie i szare, a tych jest znacznie więcej. To wtedy troski i problemy dają o sobie znać szczególnie dotkliwie. A główną troską siostry dyrektor Anieli było zapewnienie jak najlepszej opieki podopiecznym, powierzonych jej pieczy. Przy tak dużej ilości chorych w zakładzie zatrudnionych było zawsze ponad sto osób personelu. Za reguły czwartą część z stanowiły siostry boromeuszki - reszta to osoby świeckie. Taka proporcja utrzymała się aż do końca lat osiemdziesiątych. Z naborem były ciągłe kłopoty, dlatego siostra Aniela przyjmowała również pracownice zamiejscowe, które wywodziły się niemal ze wszystkich stron Polski13. Pod koniec lat sześćdziesiątych pracowało i mieszkało tu około czterdziestu młodych dziewcząt, które po swoim dyżurze miały dużo wolnego czasu, a nie wszystkie potrafiły go dobrze wykorzystać. Niejednokrotnie były to bardzo młode dziewczęta i trzeba było im pomóc znaleźć się w nowym środowisku i w obcym mieście. Oczywiście siostra Aniela dostrzegła od razu potrzebę zaopiekowania się dziewczętami i z pomocą innych sióstr zaczęła organizować im zajęcia. Utworzono grupy zajmujące się zgodnie z zainteresowaniami: gotowaniem i pieczeniem, robótkami ręcznymi oraz cerowaniem, łataniem i przerabianiem. Powstał też zespół aktorski i muzyczny. W świetlicy zakładowej wyposażonej w telewizor, radio i adapter, organizowano przy różnych okazjach spotkania i wieczorki taneczne. Urządzano także liczne wycieczki. Siostra dyrektor oczywiście czuwała nad wszystkim. Troska o chorych, o personel zakonny i świecki, o warunki materialne… wszystko to zaprzątało nieustannie umysł i serce siostry Anieli przez ponad czterdzieści lat.

A nad wszystkim czuwał Pan Bóg, któremu służyła całym swoim życiem. To podczas codziennej Mszy Świętej, na modlitwie, znajdowała siły do codziennych zmagań z przeciwnościami losu.

Odpowiedzialność za dzieło zgromadzenia, jakim był zakład w Cieszynie, z tak wielką ilością chorych, wykluczała właściwie sprawowanie innych funkcji zakonnych. Jednak przez jedna kadencję w latach 1972 – 1978 pełniła siostra Aniela posługę asystentki generalnej w Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza.

I tak nadszedł rok 1989, kiedy wszystko w Polsce zaczęło się odmieniać. Upadek komunizmu oznaczał również koniec działalności dla politycznego związku, jakim było Zrzeszenie Katolików „Caritas”. Jednym z ostatnich dokumentów, jakie podpisała siostra dyrektor Aniela Szmuk, było wypowiedzenie dotyczące zatrudnienia i współpracy ze Zrzeszeniem Katolików „Caritas”, które złożyła 31 maja 1990 roku w Oddziale Wojewódzkim „Caritas” w Bielsku- Białej.

Tutaj zamyka się krąg. Historia zatoczyła koło. Siostra Aniela przeszła na emeryturę 1 października 1990 roku, po czterdziestu dwóch latach zarządzania zakładem, dziełem, które tworzyła od fundamentów. Musiała bardzo przeżyć ten fakt, gdyż to oznaczało koniec pewnej epoki, JEJ epoki.

Od tego dnia wszystko się zmieniło: nazwa14, siostra dyrektor, a nawet nazwa ulicy, czyli adres. Zakład zaczął żyć swoim życiem, ale był to już inny zakład...

Siostra Aniela Szmuk zmarła dokładnie rok po tym fakcie, 26 października 1991 roku w domu zakonnym w Cieszynie i tutaj też, na cmentarzu Komunalnym, została pochowana. Odeszła nagle na zawał serca.

A jak została zapamiętana przez najbliższych, współsiostry, współpracowników?

„Z siostrą Anielą spotykałem się najpierw jako kleryk, a potem kapłan na Dniach Chorego, urządzanych corocznie w Domu Pomocy Społecznej w Cieszynie. Zauważyłem wtedy, że była poważana przez tamto środowisko, wrosła w krajobraz Cieszyna. Uczestniczyłem w pogrzebie siostry Anieli, wygłosiłem wtedy w kaplicy homilię” - ksiądz Józef Pawliczek, krewny.

„Są ludzie, których się nie zapomina. Zaliczam do nich siostrę Anielę ze zgromadzenia sióstr boromeuszek, wieloletnią dyrektorkę zakładu. Nie widziałem jej nigdy nieuśmiechniętej. Witała mnie z daleka, zwykle pierwsza, co wprawiało mnie w zakłopotanie. Zawsze ruchliwa, poruszająca się szybko mimo swej tuszy, choć choroba wieńcowa zapewne musiała jej przypominać, że „co za dużo, to nie zdrowo”. Miałem z nią kontakt jako lekarz, szkoda, że był to okres, kiedy medycyna nie dużo umiała w tej chorobie pomóc. Tylko leczeniem objawowym. A z powodu choroby wieńcowej odeszła. (…) Została w mej pamięci siostra Aniela jako piękny człowiek” - Maciej Krzanowski, lekarz.

W wielu wypowiedziach powtarza się ta sama opinia, dotycząca jej osoby: „Kulturalna, inteligentna, pełna gracji, spokojna, opanowana. Nigdy nie widziałam jej zdenerwowaną, czy zwracającą uwagę podniesionym głosem lub śmiejącą się głośno. Zawsze była uśmiechnięta, mówiła przyciszonym głosem. Do chorych zawsze grzeczna. Z cierpliwością wysłuchiwała wszystkich. Chorzy chętnie się z nią spotykali, tulili się do niej – nikogo nie odsuwała od siebie” - s. Menryka.

„Siostra Aniela była osobą o wielkiej kulturze osobistej; z ludźmi prostymi, starszymi oraz z dziećmi umiała mówić ich językiem, natomiast z ludźmi na wysokich stanowiskach potrafiła wykazać wysoką klasę” - s. Kajetana.

Pozytywny stosunek do chorych podkreśla też wypowiedź s. Urszuli: „Siostra Aniela spędzała swój urlop najczęściej w naszym domu w Jastrzębiu Zdroju. Zawsze przywoziła ze sobą dwie podopieczne, które były bardzo uradowane, że przyjechały z siostrą dyrektor. Osoby te zawsze wypowiadały się bardzo dobrze o siostrze dyrektor”.

Dobrą atmosferę w pracy, ciepło i zrozumienie siostry dyrektor Anieli wspominają byłe pracownice: „Siostra Aniela jako dyrektor przez pracowników postrzegana była pozytywnie. Ceniła swój personel i czuła się za niego odpowiedzialna” - Helena Cywińska.

„Byłam pielęgniarką z trzyletnią praktyką i trafiłam do dużej wspólnoty ciężko chorych w Cieszynie, wspomina s. Fruktuoza. Bóg miał mnie w swej opiece, a siostra Aniela okazała się dla mnie matką. W pracy panowała atmosfera serdeczności, która emanowała od siostry Anieli w stosunku do mnie, do chorych i całego personelu. Chociaż na początku czułam się jak zagubiona owieczka, to mogę powiedzieć, że przez siostrę Anielę Bóg – Dobry Pasterz odnalazł mnie i się o mnie zatroszczył”.

Również w podobnym tonie mówi s. Sawia – kucharka: „Byłam z siostrą dyrektor Anielą 30 lat i pracowało mi się bardzo dobrze. Gotowałam w kuchni zakładowej i u księży kapelanów. Siostra Aniela była dla mnie bardzo miła”.

Sylwetka niezwykle ciepła i empatyczna wyłania się ze wspomnienia s. Ezechieli15, pochodzącej z Hażlacha: „Siostrę Anielę Szmuk poznałam wiele lat przed wstąpieniem do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Mikołowie. Kiedy uczęszczałam do liceum, s. Aniela jako dyrektor Domu Pomocy Społecznej „Caritas”, znając trudną sytuację finansową w naszej rodzinie, zaproponowała mi pracę wśród chorych w czasie wakacji. Nie ukrywam, że zarobione pieniądze były wielką pomocą w zakupie podręczników i innych rzeczy potrzebnych do szkoły. Po ukończeniu L.O. s. Aniela ponownie zaproponowała mi pracę w zakładzie, tym razem w administracji”.

Ten czas dla mnie, jako młodej, wówczas świeckiej osoby pracującej z siostrami był bardzo ważny. To było miejsce mojej pierwszej pracy zawodowej. W gronie osób, z którymi pracowałam, wiele sióstr zostawiło w moim sercu piękne wspomnienia. Wśród nich była i nadal jest we wdzięcznej pamięci siostra Aniela Szmuk.

Siostra Aniela była osobą dostojną, bardzo wrażliwą i delikatną. Potrafiła zwracać uwagę w odpowiedni sposób, nie zadając świadomego bólu. Była otwarta nie tylko na pracowników ale także miała wielkie serce dla podopiecznych. W jej gabinecie często można było spotkać pensjonariuszy domu. Zatroskana o dobro każdej osoby, zwracała uwagę na właściwe relacje i wzajemny szacunek. Sama swoją postawą była dla nas przykładem. Zawsze potrafiła wysłuchać i odpowiednio pomóc. Kiedy wyjawiłam jej moją decyzję o wstąpieniu do zgromadzenia, bardzo się ucieszyła. Zapewniła mnie, że byłam obecna w jej modlitwie i że nadal duchowo będzie mnie wspierać.

Wierze, że jej modlitwa i dyskretna obecność w moim życiu - i wielu innych osób – ‘utorowała’ mi drogę pójścia za Chrystusem w tym samym zgromadzeniu, do którego należała siostra Aniela. Jestem siostrą boromeuszką. Jestem wdzięczna siostrze Anieli za jej postawę jako człowieka , dyrektora i siostry miłosierdzia”.

Z wszystkich tych wypowiedzi wyłania się bardzo ludzkie, ciepłe i współczujące oblicze człowieka wielkiego formatu. Człowieka, który uczynił treścią swojego życia przykazanie miłości Boga i bliźniego.

Całe życie siostry Anieli upłynęło na pełnieniu uczynków miłosierdzia, codziennych, małych gestów dobroci. Choćby takich jak te, o których wspomina pani Halina Kohut, córka doktora Kohuta, pierwszego lekarza zakładowego. „Siostra Aniela przyjaźniła się z moją mamą, często się odwiedzały. Po lekcjach w szkole przychodziłam do klasztoru, jadałam obiady. Czułam się tutaj jak w domu. Mimo, iż jestem wyznania ewangelickiego, tak jak mama (tata był katolikiem), często w niedzielę uczestniczyłam we Mszy Świętej odprawianej w kaplicy sióstr, a potem szłam na szkółkę niedzielną do Kościoła Jezusowego”. Dla niej siostra Aniela była opiekunką, powierniczką. „Tutaj biegłam jako dziecko z rozbitym kolanem, ale i później, z poważnymi problemami, jak ból po stracie brata. Tylko siostra Aniela potrafiła mnie wtedy pocieszyć i pomogła mi dojść do równowagi”.

Z relacji pani Haliny wyłania się jeszcze jeden cenny szczegół charakteryzujący siostrę Anielę - pisała wiersze. Może nie było ich wiele, może były pisane tylko dla bliskich, z różnych okazji, w każdym razie nie zachowały się. Ten przywołany poniżej ocalał od zapomnienia... w pamiętniku.

Oto wam uśmiech niosę, uśmiech młodzieńczych lat Niby ożywczą rosę, bez której więdnie kwiat. On wróci wam pogodę , choćby sny pierzchły już I serca wasze młode napełni blaskiem zórz. Lecz trzeba w każdej dobie radosnej czy też złej Ten uśmiech mieć wciąż w sobie – Tę wiosnę w duszy swej!

Pod datą: „Cieszyn, 6.4.1952 r.” wpisała ten wiersz „Halince kochanej, by ‘nie zapomniała’ S.M. Aniela Szmuk.

Tekst: Siostra Fabiana Izydorczyk, boromeuszka

Przez dziewięć lat (1995-2004) pełniła funkcję przełożonej domu zakonnego w Cieszynie. Przy jej współpracy powstała książka Dzieje miłosierdzia. Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Cieszynie. Od 1990 roku kieruje Zakładem Opiekuńczo-Leczniczym prowadzonym przez siostry boromeuszki, a od 2015 roku prowadzi również prywatny Dom Opieki „u Boromeuszek”.

Przy pisaniu korzystałam z książki: s. Fabiana Izydorczyk, Janusz Spyra, Dzieje Miłosierdzia. Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Cieszynie (1876-2001), Kraków 2002, a także z Archiwum Domu Generalnego Sióstr Boromeuszek w Mikołowie.

Powyższy tektu ukazał się również drukiem w Gwiazdce Cieszyńskiej w dniu 16 kwietnia bieżącego roku.

Siostra Aniela Szmuk

W kronice szkoły w Moszczenicy Śląskiej (obecnie Szkoła Podstawowa nr 16 im. Prof. Rudolfa Ranoszka w Jastrzębiu Zdroju (Moszczenica jest teraz dzielnicą Jastrzębia Zdroju) na pierwszej stronie jest zapis, że Jan Szmuk (Johann Schmuk), urodzony w Gruszowie obok Morawskiej Ostrawy (obecnie Hrušov, dzielnica tego miasta), właściciel młyna i gospodarstwa rolnego, który w latach 1814-1833 był wójtem Moszczenicy, udostępnił w swoim domu jedną izbę dla nauki szkolnej dzieci. Jan był praprzodkiem siostry boromeuszki Anieli (imię zakonne) Szmuk. Dom ten był też rodzinnym siostry Anieli. Stoi po dziś dzień przy ulicy prof. Rudolfa Ranoszka w Jastrzębiu Zdroju.

Dziadek siostry Anieli, również Jan, wybudował w roku 1894, z własnych funduszy, probostwo w Moszczenicy. W roku 1916 napisał, po polsku, list do biskupa wrocławskiego z prośbą o przysłanie do Moszczenicy stałego duszpasterza.

Rodzicami siostry Anieli (nazywali ją Malka) byli Stanisław Szmuk i Berta zd. Ranoszek. Była to wielodzietna rodzina. Braćmi matki byli prof. Rudolf , hetytolog i ks. dr Karol (ukończył słynne gimnazjum jezuitów w Chyrowie, wyświęcony w roku 1907), najpierw należał do zakonu jezuitów, a potem był kapłanem diecezji katowickiej. Rodzeństwo matki było liczne.

Brat siostry Anieli, diakon Paschalis Wiktor OFM zginął, jako sanitariusz, na wojnie. Już był zakupiony ornat na jego prymicje. Potem rodzice podarowali ten ornat do kościoła w Moszczenicy. Był to pierwszy w tym kościele ornat „gotycki” – taki, jak teraz powszechnie są używane.

Przed wojną siostra Aniela studiowała we Lwowie. W tym czasie we Lwowskim Uniwersytecie Jana Kazimierza wykładał też jej wujek Rudolf Ranoszek. Siostry Boromeuszki we Lwowie posługiwały w Seminarium Duchownym obrządku łacińskiego.

Z siostrą Anielą spotykałem się, najpierw jako kleryk, a potem kapłan na Dniach Chorego urządzanych corocznie w Dom Pomocy Społecznej w Cieszynie. Zauważyłem wtedy, że była poważana przez społeczne środowisko Cieszyna. społeczne, wrosła w krajobraz Cieszyna. Uczestniczyłem w pogrzebie siostry Anieli, wygłosiłem wtedy w kaplicy homilię.

 


Przypisy:

1. Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza zostało założone w 1652 r. przez Józefa Chauvenel’a w Nancy w Lotaryngii na terenie Francji. Od początku XIX wieku zaczęło rozszerzać się na kolejne kraje Europy: Niemcy, Czechy, a od 1857 rozpoczęło działalność na Śląsku. Polskie Zgromadzenie z domem generalnym w Mikołowie usamodzielniło się na życzenie Kościoła 3 czerwca 1939 roku. Siostry Boromeuszki pełniące dzieła charytatywne w różnych krajach stanowią samodzielne Zgromadzenia, pozostając złączone celem, duchem i tradycją sięgającą początków w Nancy. Wykonują różne prace i zadania, ale zawsze w Kościele i dla Kościoła. Aby wypełnić swoje powołanie niesienia bliźnim miłości miłosiernej siostry składają śluby: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa oraz czwarty ślub – miłosierdzia, który wyróżnia Zgromadzenie Sióstr Boromeuszek spośród innych wspólnot zakonnych. Obecnie działają na świecie Kongregacje Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza we Francji, Czechach, dwie w Niemczech ( z domami generalnymi w Trewirze i Grafschaft), Austrii oraz dwie w Polsce (z domami generalnymi w Trzebnicy i Mikołowie). W 1970 roku nastąpiło zjednoczenie wszystkich sióstr boromeuszek przez utworzenie federacji. (powrót do tekstu)

2. Dom Generalny Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Świętego Karola Boromeusza w Trzebnicy w 1894 roku posiadał trzy prowincje: śląską, orientalną z domem prowincjalnym w Aleksandrii, oraz austriacką z siedzibą w Cieszynie. Zmiany polityczne, które miały miejsce po upadku monarchii austro-węgierskiej, oraz powstanie w końcu 1918 roku państw narodowych – Polski i Czechosłowacji sprawiły, że również władze Zgromadzenia w porozumieniu z władzami kościelnymi Polski, Niemiec i Czechosłowacji przeprowadziły dostosowanie swojej struktury organizacyjnej do nowych granic. I tak na początku 1923 roku w miejsce dotychczasowej prowincji austriackiej utworzono prowincję czechosłowackę z domem prowincjalnym w Albrechticach i prowincję polską z siedzibą w Cieszynie. (powrót do tekstu)

3. W 55. letniej historii istnienia placówki (do 1931r.) Dom w Cieszynie przez 10 lat pełnił funkcję domu generalnego, 34 lata był domem prowincjalnym prowincji austriackiej i przez 8 lat domem prowincjalnym prowincji polskiej. Od 1931 pozostaje domem filialnym. (powrót do tekstu)

4. Siostry tamtejszej wspólnoty posługiwały w Seminarium Duchownym obrządku łacińskiego. (powrót do tekstu)

5. W tym czasie na Lwowskim Uniwersytecie wykładał jej wujek, prof. Rudolf Ranoszek. (powrót do tekstu)

6. 3 czerwca 1939 roku polskie Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza usamodzielniło się, tym samym Rybnik stał się domem generalnym. (powrót do tekstu)

7. Po wojnie Zarząd domu generalnego z Rybnika przeniósł się do Mikołowa, gdyż budynki najpierw zajęło wojsko, a potem były użytkowane przez miasto Rybnik. (powrót do tekstu)

8. Powojenna sytuacja polityczna uniemożliwiła siostrom powrót do pracy pedagogicznej. Władze nie wydały zezwolenia na prowadzenie powszechnej szkoły podstawowej. Do 1955 roku działały jedynie prywatne szkoły zawodowe i kursy kroju i szycia. (powrót do tekstu)

9. Nad głównym wejściem od Górnego Rynku znajduje się płaskorzeźba Królowej Aniołów. (powrót do tekstu)

10. Pierwszym lekarzem zakładowym był dr Antoni Kohut. (powrót do tekstu)

11. Już w 1957 roku cały zakład został zradiofonizowany. (powrót do tekstu)

12. Każdego popołudnia, przez głośniki, siostra Szczęsława, zajmująca się sprawami kulturalno-oświatowymi czytała książki, prowadziła modlitwy, opowiadała o różnych wydarzeniach. Wspomnienia Heleny Wiśniewskiej. (powrót do tekstu)

13. Głównie z tych miejscowości, gdzie mieściły się placówki Zgromadzenia, czyli z okolic Zambrowa, Łańcuta , Wielkich Oczu, Kępna. (powrót do tekstu)

14. Nazwy Zakład Opiekuńczo-Leczniczy zaczęto używa ć od 1 października 1990 roku, od kiedy dyrektorem placówki została s. Fabiana Izydorczyk. W tym czasie władze miasta dokonały też zmian nazwy ulic i wróciła nazwa Górny Rynek. (powrót do tekstu)

15. S.M. Ezechiela Ściskała obecnie / 2016 r. /pełni funkcję przełożonej generalnej w Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Mikołowie. (powrót do tekstu)